Restaurant Week w Pappatore: W tym szaleństwie jest metoda

piątek, 7 października 2016

Pomyślne wiatry spowodowały, że tym razem miałem okazję odwiedzić niepozorną restaurację przy ulicy Wietrznej na wrocławskich Krzykach. Niepozornej, bo szyld z napisem pizzeria kojarzy mi się raczej z typową osiedlową knajpką, w której kuchni wysokich lotów nie uświadczymy. A w Pappatore można się przyjemnie zaskoczyć. Skromna z wyglądu restauracja na talerzu potrafi utwierdzić nas w przekonaniu, że jak mówi słynne porzekadło: „nie należy książki oceniać po okładce”, a po jej wnętrzu. W Pappatore tym wnętrzem są nietuzinkowe dania, w których widać pasję do tworzenia nowych smaków. Czy udanych? O tym przeczytacie dalej!

Na początek o Festiwalu słów kilka

Restaurant Week to niebywała okazja do wypróbowania wspaniałych dań przygotowanych przez wybrane Restauracje w Polsce w promocyjnej cenie 39 zł. Wystarczy umówić się z przyjaciółmi, a na stronie Festiwalu: www.restaurantweek.pl wybrać miasto oraz restaurację z interesującym Was menu, a następnie dokonać rezerwacji na konkretny dzień i godzinę. Szefowie kuchni zajmą się zaś całą resztą i przygotują specjalnie dla Was trzydaniową ucztę, składającą się z przystawki, dania głównego i deseru. Śpieszcie się rezerwować stoliki, bo bardzo szybko znikają, a Festiwal już tuż tuż!

Pappatore to styl gotowania

Właściciele restauracji piszą, że menu przygotowane w ramach Festiwalu Restaurant Week miało odzwierciedlić pappatoriański styl gotowania, w który wpisują się: szaleństwo, dokładność i radość z jedzenia. Myślę, że te wartości w zaprezentowanych daniach można było śmiało dostrzec. Widać w nich ciekawe przejścia pomiędzy kuchnią włoską i polską, z intrygującymi azjatyckimi smaczkami, co świetnie odzwierciedla wielonarodowe doświadczenie szefa kuchni — Krystiana Skwierza.


Przystawka

Przystawka to niecodzienna wariacja na temat słynnej sałatki caprese. Mozzarella di bufala została podana w japońskim stylu w panierce panko na galaretce z pomidorów, lekkiej niczym mus. Sam sposób podania sera oceniam bardzo na plus. Przyjemnie się rozpływał pod naporem widelca, a chrupiące przybranie było bardzo efekciarskie. Pomidory zaś były dla mnie ciut za delikatne w smaku, chociaż oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo włoskie podejście.



Danie główne

Drugie danie, czyli maczanka pappatoriańska to bardzo udana wariacja na temat słynnej galicyjskiej kanapki. Pewnie nie wiecie, o czym mówię, więc pozwolę sobie zrobić małą dygresję. Maczanka to taki krakowski protoplasta hamburgera. Jak mawiają stare przepisy zwykło się do niej brać bułkę wodną — z dużymi dziurami, które cudownie wchłaniają mięsny sos, niespiesznie pieczoną wieprzowinę pokrojoną później w plastry, kiszonego ogórka, ser żółty i natkę pietruszki. Onegdaj stanowiła ona tanie i pożywne danie dla niezamożnych ludzi, dziś zaś narodziła się na nowo w formie old-schoolowego fast-foodu.

Powracając do Pappatore, ich maczanka to fajne odświeżenie galicyjskiego przepisu. Dobre pieczywo z marynowanymi warzywami, inspirowanymi prawdopodobnie koreańskim kimichi i doskonale przyrządzonym soczystym mięsem podane z sosem holenderskim, serem cheddar i świetnie komponującą się z całością kolendrą to bardzo świeża propozycja. Może niekoniecznie restauracyjna, bo bardziej widziałbym ją w food-trucku, ale nie zmienia faktu, że bardzo, ale to bardzo smaczna. Maczanka to był mój faworyt z całej degustacji, a azjatyckie akcenty nadały jej unikalnego i intrygującego wyrazu. Pappatore zdecydowanie może ten pomysł opatentować.



Deser

Niestety mały zawód spotkał mnie przy daniu wieńczącym ucztę, czyli deserze. Sernik dyniowy był zdecydowanie czymś, na co czekałem i jako przykładny łasuch na diecie cieszyłem się na myśl o słodkim cheat-mealu. Sam sposób podania był bardzo na czasie i pokazywał, że szef kuchni śledzi bieżące cukiernicze trendy w haute pâtissere. Połyskująca na złoto biała kopuła, opasana cytrynową bezą włoską (bardzo smaczną muszę przyznać) i przybrana smakowitym kruchym ciastkiem oraz kawałeczkami dyni marynowanej w gruszkowym likierze zapowiadała się bardzo dobrze. Sam sernik był bardzo delikatny o piankowej wręcz strukturze, a po przekrojeniu wypływał z niego dyniowy sos. Jednak zarówno sernikowi, jak i jego wnętrzu brakowało smakowego zdecydowania, jakiejś kropki nad „i”. Uwagę mam również do marynowanej dyni. Może przebywała w likierze za krótko? Bo nie wyczułem jego smaku i była dla mnie zbyt twarda, co spowodowało, że odstawała trochę od aksamitnej konsystencji reszty dania. Kontrasty i zmiany tekstur są fajne, ale te były w zdecydowanie zbyt mocnej opozycji do siebie. Mimo braku efektu wow deser był stosunkowo przyjemny i sądzę, że fanom delikatnych smaków może przypaść on do gustu.



Podsumowanie

Z Pappatore wyszedłem w gruncie rzeczy zadowolony. Jedzenie na pewno sprawiło mi frajdę i spędziłem miło czas. Do tego przyczyniła się również bardzo miła obsługa i obeznanie w serwowanych potrawach przez kelnera. Mam trochę uwagi co do spójności całego menu i braku tematu nadrzędnego, do którego byłem przyzwyczajony w poprzednich degustacjach, ale z drugiej strony myślę, że takie przekrojowe zaprezentowanie swojej kuchni to także ciekawy sposób na zainteresowanie gości restauracji i pokazanie, że szef kuchni nie myśli tutaj szablonowo. Pappatoriański sposób gotowania jest z pewnością szalony, ale wiem jedno — w tym szaleństwie jest metoda i może się ono podobać. Nawet jeśli dostrzegam pewne drobne potknięcia, to uważam, że z pewnością warto odwiedzić Pappatore podczas Festiwalu Restaurant Week choćby ze względu na przepyszną maczankę. Dlatego gorąco zachęcam do dokonywania rezerwacji. Dania z pewnością do tego czasu będą doszlifowane, przynajmniej na to liczę! ;)

*

Zainteresował Ciebie ten wpis? Zobacz również:

4 komentarze

  1. nigdy nie brałam udziału w tej akcji, ale udało ci się trafić na niezłe pyszności <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie uważam, że koniecznie musisz się wybrać. Festiwal jest obecnie w wielu miastach Polski ;)

      Usuń
  2. ...a ja w Pappatore przeżyłam niesamowicie pyszny wieczór!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, że było źle. Dania były smaczne - maczanka nawet bardzo - ale drobne uwagi miałem. Oczywiście każdy ma inny smak i można było wyjść zachwyconym. Wcale temu nie przeczę. Szczególnie, że dania z pewnością później były jeszcze bardziej dopracowane. ;)

      Usuń