Woławina

piątek, 4 listopada 2016

Właściwie nie wiem, od czego zacząć pisząc swoją opinię o Woławinie, czy od fenomenalnej atmosfery, czy od przemiłej i niezwykle profesjonalnej obsługi, czy może od przepysznego jedzenia. Wszystkie te czynniki spowodowały razem, że to jedna z tych restauracji, o której mogę mówić w samych superlatywach. Jednak jest coś, co chyba zrobiło na mnie największe wrażenie i dlatego postanowiłem od tego zacząć, mając na uwadze, że to również wpłynęło na moje zdanie o tym miejscu. Do Woławiny przyjechałem w celu realizacji sesji zdjęciowej dla zewnętrznego klienta. Niestety po przybyciu na miejsce okazało się, że z pewnych niezależnych przyczyn nie mogłem jej wykonać. Wina tak naprawdę nie należała do restauracji, ale ze względu na brak bezpośredniego kontaktu nie dowiedziałem się o tym fakcie wcześniej, a moja ponad godzinna podróż przez całe miasto okazała się daremna. Nie ukrywam, że nie byłem tym zachwycony, no ale cóż, takie rzeczy się zdarzają — pomyślałem i wraz z moim towarzyszem postanowiliśmy mimo wszystko spróbować tamtejszej kuchni. Ktoś jednak nas w tym ubiegł... Tutaj (słowem wprowadzenia) należy się ogromny, wręcz gigantyczny plus dla obsługi restauracji, bo poza przeprosinami, zwyczajnie zaproszono nas na obiad. Chyba jeszcze nigdy nie zostałem ugoszczony w żadnej restauracji w tak miły i nieoczekiwany sposób. Dlatego jeszcze raz pragnę za to podziękować i odwdzięczyć się, chociażby napisaniem kilku ciepłych słów, które w żadnym wypadku nie są przesłodzone, bo jedzenie było naprawdę znakomite.




Odkąd niespełna miesiąc temu spróbowałem w Woławinie tatara nie mogę przestać o nim myśleć. W głowie ciągle mi tylko ten tatar i już nie mogę się doczekać, kiedy znów na niego pójdę. Jest on podstawą kulinarnych rozmów z moimi znajomymi i wszelkich dysput na temat dobrych restauracji we Wrocławiu. Dla mnie szczególnie niesamowite jest to, jak z tak prostego dania można było stworzyć dzieło kulinarne najwyższej klasy, którego artyzm podania zachwyciłby każdego estetę i entuzjastę piękna oraz sztuki. Spójrzcie tylko na zdjęcia! Oczywiście poza przepiękną formą równie ważny jest smak — tutaj nie można narzekać na jego brak. Wszystko się kręci wokół fenomenalnie przygotowanej wołowiny — pysznej, delikatnej i idealnie posiekanej. Dalej mamy dodatki: przepiórcze jajeczka, kawior, marynowany zielony pieprz, jabłuszka kaparowe, marynowane grzybki, ogórki konserwowe, bazylię, ocet balsamico, oliwę, pomidory suszone, jadalną ziemię, cebulę czerwoną, szczypiorek, sól morską oraz kiełki. Tym tatarem można się bawić, mieszać smaki i wybierać to, co lubi się najbardziej. Jak dla mnie rewelacja! Jeśli więc jesteście entuzjastami dobrego tatara, to z czystym sumieniem mogę polecić Woławinę. We Wrocławiu (chyba) lepszego nie znajdziecie.




Daniem głównym, którego miałem ogromną przyjemność spróbować, była kaczka. I tutaj chyba ktoś mi czytał w myślach, bo dobrze przyrządzona kacza pierś, to jest zdecydowanie coś, co lubię najbardziej, a ta była wyśmienita, soczysta z idealnie chrupiącą skórką. Ach, zgłodniałem na samą myśl o niej! Kaczka została podana z bardzo smacznym sosem pomarańczowym, obłędną czerwoną zasmażaną kapustą z truskawkami i kopytkami. To była cudowna restauracyjna interpretacja tak domowego dania i zdecydowania jedna z lepszych kaczek, które jadłem — miejsce na mojej liście TOP 5 z pewnością się należy!




To, co zasługuje jeszcze na moje ogromne uznanie, to wspaniała obsługa kelnerska z powołaniem. Śmiem twierdzić, że jedna z najlepszych we Wrocławiu. Kelnerka, która mnie obsługiwała, była przemiła, bardzo profesjonalna, znała perfekcyjnie dania i kartę i dbała o nas przez całą wizytę w nienachalny sposób, co ogromnie cenię. Powtórzyło się to również podczas moich kolejnych odwiedzin w Woławinie i zdecydowanie jest to czynnik, który powoduje, że aż chce się tam przychodzić. Sądzę, że gdybym nie miał tak daleko na Ołtaszyn, to zaglądałbym tam przynajmniej raz w tygodniu. :)


Wszystko to spowodowało, że o Woławinie myślę w samych superlatywach. Piękne wnętrze, cudowni ludzie i przede wszystkim wspaniała kuchnia. W sumie trudno się dziwić, bo szefem kuchni jest oczywiście Jacek Kempa — mistrz świata w BBQ, kucharz z powołania i prawdziwy pasjonat gotowania, który czuwa nad każdym szczegółem, aby było perfekcyjnie. To widać na każdym kroku. Woławinę szczególnie polecam mięsożercom, dla których ważny jest nie tylko smak, ale i jakość oraz pochodnie produktów. Przy innej wizycie miałem okazję spróbować tamtejszych wyśmienitych steków, więc wiem, co mówię. Z całego serca zachęcam i polecam


Na koniec pragnę jeszcze tylko podziękować Damianowi Kempie, który dla nas gotował, za tak ciepłe przyjęcie, poświęcenie czasu na rozmowę i za to, że miałem szansę spróbować wspaniałych dań. Z pewnością do zobaczenia!




*

Restauracja Woławina
ul. Strachowskiego 7A
Wrocław

Zainteresował Ciebie ten wpis? Zobacz również:

6 komentarze

  1. Przepiękne podane, olśniewające danie. Warto było :) jechać i przekonać się nie tylko o smaku ale także o tym że pracują tam prawdziwi profesjonaliści i to nie tylko w kuchni. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Takie sytuacje budują chyba najtrwalsze relacje między gośćmi, a restauracją. Savoir-vivre jak i jedzenie w Woławinie stoją na najwyższym poziomie ;)

      Usuń
  2. Wygląda pysznie a miejsce całkiem przytulnie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się marzy dobrze przyrządzony krwisty stek :) Gdybym wiedziała, że warto, zrobiłabym wszystko, żeby dotrzeć do takiej restauracji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety takich nie jadam, więc chyba nie doradzę dobrego miejsca na nie. Chociaż steki w wersji medium, które jadłem w Woławinie były bardzo smaczne. Myślę, że z innymi radzą sobie równie dobrze ;)

      Usuń