C'est du Nanan... a to gratka dla łasuchów!

czwartek, 29 grudnia 2016

Nanan to słowo klucz. Z francuskiego oznacza łakocie, przyjemne chwile, rzeczy dobre, proste, a jednocześnie wykwintne. Dlatego chyba nie istniało lepsze określenie dla nazwania cukierni, o której dotąd wrocławianie mogli tylko pomarzyć. Nanan to również obietnica, że to miejsce nie jest tylko zwykłą ciastkarnią, a spenieniem słodkich pragnień o eklerkach, bezikach, magdalenkach, ciasteczkach i wszystkim, o czym fantazjuje każdy łasuch w swych cukrowych snach. W Nanan te marzenia się ziszczają. A wszystko to za sprawą prawdziwej cukrowej wróżki — Justyny Kawiak, która po ukończeniu najbardziej prestiżowej szkoły gastronomicznej Le Cordon Bleu i licznych doświadczeniach w znamienitych restauracjach, postanowiła w końcu odczarować złą cukierniczą passę we Wrocławiu. Dlaczego w końcu? Ponieważ dotąd Wrocław od strony cukierniczej ciągle jeszcze jedną nogą był w PRL-u. Nie licząc kilku dobrych knajp, które mogą się pochwalić niezłymi deserami, nasze miasto było królestwem WuZetek, eklerów, serników agarowych i innych ciast, których lata świetności dawno się skończyły wraz ze zmianą ustroju. Dotychczas ubolewałem, że żeby zjeść dobre modernistyczne ciastko musiałem wybierać się do warszawskich Odette, czy Deseo. Na szczęście Justyna na swojej drodze spotkała Basię (współwłaścicielkę Nanan) i w końcu moda na haut-pâtisserie zawitała nad Odrę. 


Lada wypełniona łakociami. Od lewej eklery na 3 sposoby: waniliowe z karmelizowanymi orzechami, czekoladowe oraz cytrynowe, brownie z wiśnią oraz deser z tonka, liczi i maliną.

Na otwarcie Nanan czekałem z niecierpliwością wcale nie mniejszą niż na przybycie Mikołaja za młodu. To wszystko od momentu, kiedy dowiedziałem się o tych słodkich planach podczas festiwalu OKO na Wrocław, kiedy to zostałem poczęstowany łakociami spod ręki Justyny. Ten dzień nadszedł 2 grudnia i odtąd pozostaję w tym samym zachwycie. Zanim napisałem ten post, Nanan odwiedziłem jeszcze dwa razy: pierwszy, aby się upewnić, czy mój zachwyt jest słuszny, a drugi, aby zrobić jeszcze kilka zdjęć tym słodkim cudom. Niestety bezustanny poziom zatłoczenia lokalu (brawo dziewczyny!) utrudniał zadanie, więc raczę Was wyłącznie zdjęciami z otwarcia. Jednak mogę zapewnić, że ciastka na co dzień są równie piękne, jak nie piękniejsze!

Konwencja słodkiego królestwa Nanan opiera się na serwowaniu pieczołowicie przygotowanych monoporcji ciast i deserów o modernistycznych kształtach, skomponowanych ze świadomie dobranych produktów wysokiej jakości. Tutaj nie ma miejsca na tanie cukiernicze substytuty i kompromisy. Warto jeszcze powiedzieć czym różni się monoporcja od tradycyjnego kawałka ciasta: otóż przede wszystkim zamkniętą przez polewę formą, która ma być miniaturowym odpowiednikiem pełnowymiarowego deseru. Sztandarowymi produktami Nanan mają być eklery, a właściwie wariacja na ich temat, która odświeżyła ich nieco podstarzałą już formę. Eklery w wydaniu Justyny to zamknięte podłużne ciastka przygotowane tradycyjnie z ciasta parzonego i wypełnione crème pâtissière, oblane lukrem lub czekoladą i posypane karmelizowanymi orzechami. Zabawa formą, a także mnogość smaków oraz tekstur tutaj zachwyca — miękkie, delikatne ciastko z aksamitnym kremem i chrupiącą otoczką to zupełnie nowy wymiar przyjemności. Inne cukrowe cuda to między innymi: brownie z owocowymi kremami na wierzchu, magdalenki, którymi zajadał się Proust, ciastka resztkowe (chociaż nie wiem skąd te resztki, bo po całym dniu po ciastkach ani śladu) oraz tradycyjne torty. W ofercie mają pojawić się również francuskie makaroniki — jako koneser i wierny fan Ladurée nie mogę się ich doczekać. Podczas degustacji najbardziej zachwycił mnie deser z tonka, liczi i maliną — to mój zdecydowany faworyt. Jeśli wpadniecie do Nanan, to koniecznie sprawdźcie, czy nie ma go danego dnia w ofercie.

Na uwagę również zasługuje piękne wnętrze zaprojektowane przez BUCK.STUDIO. Piękne w swojej prostocie, konsekwentne, zmysłowe i bardzo kobiece; wręcz stworzone do cukrowych orgii. Od progu wita nas olbrzymia lada, którą można obejść z każdej strony, aby przyjrzeć się słodkim dziełom sztuki, a następnie zostajemy poprowadzeni do różowej komnaty z pluszu i zasiadamy przy kamiennych stołach, na których lada moment rozpoczniemy naszą rozpustę. Uczcie towarzyszyć może również prosecco, kawa z palarni Czarny Deszcz, czy herbata Kusmi Tea. Musicie tam być, koniecznie!

C'est du Nanan... a to gratka dla łasuchów!

Współwłaścicielki: Basia i Justyna. 

Futurystyczny deser z tonka, liczi i maliną.

Brownie z wiśnią oraz ciastko resztkowe.

Bez prosecco nie ma otwarcia!

Justyna, cukrowa wróżka i jej czary.

*

Nanan
ul. Kotlarska 32, Wrocław
Facebook

Zainteresował Ciebie ten wpis? Zobacz również:

6 komentarze

  1. Wszystkie ciasteczka wyglądają zachwycająco i niezwykle apetycznie, prawdziwe cudeńka, jak będę we Wrocławiu, to na pewno tam zajrzę. A co do słowa „nanan” to przyznam Ci się, że jeszcze nigdy się z nim nie spotkałam, choć rzeczywiście ma takie znaczenie, jak piszesz, ale, z tego, co sprawdziłam,to jest onomatopeja używana przez dzieci (przy okazji się czegoś dowiedziałam). Wszystkie Twoje recenzje są bardzo ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! A słowo 'nanan' faktycznie głównie jest używane przez dzieci, chociaż spotkałem się z nim kiedyś nawet w literaturze. I bardzo dziękuję, cieszę się, że Ci się podobają 😉

      Usuń
  2. ooooch ciekawe czy coś bez glutenu jest.. moje serce krwawi :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że coś się znajdzie. Niektóre desery są ułożone tylko na ciastku, a całą górę można zjeść bez obawy o gluten. Najlepiej zajrzeć i zapytać, czy mają coś w ofercie 😉

      Usuń
  3. przyznaję, że planuję się tam wybrać, koniecznie. i do tej pory zawsze mi nie po drodze. zdjęcia piękne, zachęcają do zjedzenia tych wszystkich słodkości! myślę, że w przyszłym tygodniu już na pewno odwiedzę Nanan :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz odwiedzić to miejsce, koniecznie! Dla tych pyszności warto trochę zboczyć z drogi 😁

      Usuń