Menu Motto, czyli jak wygląda kuchnia spod ręki Master Chefa

poniedziałek, 13 lutego 2017

Gdy dowiedziałem się, że Beata Śniechowska, zwyciężczyni 2. edycji programu Master Chef, postanawia otworzyć swoją restaurację, nie kryłem swojej ekscytacji. Chociaż pewnie tak, jak większość z nas, zadawałem sobie pytanie, czy tytuł najlepszego kucharza w Polsce, który tak naprawdę został głównie wykreowany przez telewizję, idzie w parze z umiejętnościami. Jednak w przypadku Beaty to pytanie jest kompletnie bezzasadne, bo jej ogromna pasja, zaangażowanie, umiejętności i nieustanna chęć rozwoju i poznawania sprawiają, że kuchnia stała się mottem przewodnim w jej życiu. Jeżeli oglądaliście program Master Chef, to z pewnością pamiętacie, że Beata Śniechowska postawiła w nim wszystko na jedną kartę i to zdecydowanie się opłaciło, ponieważ pokazała, że gotowanie nie było tylko chwilową zachcianką, a sposobem na życie i realizację własnych marzeń. Przez całą edycję mocno jej kibicowałem (w końcu to samo miasto i uczelnia zobowiązują!) i podziwiałem za to, że znalazła w sobie tyle odwagi, by podążać ścieżką wyznaczoną nie przez innych, a przez siebie. Ogromnie się cieszę, że zwycięstwo w programie to był dopiero początek jej kulinarnej przygody i że teraz Beata karmi głodnych dobrej kuchni wrocławian. A o tym, dlaczego warto odwiedzić Menu Motto, przeczytacie poniżej!



Tam, gdzie polska tradycja przenika się z nowoczesnością

Menu Motto zastąpiło smutną, jak nawet wskazuje nazwa, restaurację Melancholia w hotelu Invite przy ulicy Hubskiej. To zdecydowanie była zmiana na lepsze, bo zamiast nijakiego lokalu otrzymaliśmy eleganckie (lecz bez nadęcia) miejsce z dobrą polską kuchnią. Sam fakt, że Menu Motto to autorska restauracja Beaty Śniechowskiej nie oznacza, że gotuje ona w niej sama. Towarzyszy jej Piotr Grzyb — kulinarna bratnia dusza założycielki. Razem postanowili oni odkryć polską kuchnię na nowo i muszę przyznać, że wyszło im to bardzo dobrze. Bo stała się ona tutaj inspiracją do wykreowania oryginalnych dań, w których tradycja przenika się z nowoczesnością. Dostajemy fajną krótką i sezonową kartę, w której znane dania są napisane na nowo. Z jednej strony w menu znajdziemy pierogi, a z drugiej zobaczymy, że nie są to babcine ruskie, tylko oryginalne pierożki z mąki ryżowej z wołowymi ogonami. Są też dania bardzo polskie od A do Z, ale podane w bardziej współczesny sposób jak na przykład kacza pierś z szarymi kluskami i modrą kapustą. Oprócz tego wizytę mogą umilić kawy od ETNO Cafe, herbaty z Czajowni, czy piwa z Browaru Stu Mostów. Nie bez znaczenia są również: sympatyczna i profesjonalna obsługa oraz piękne wnętrze, które cieszy oko.

Dobre jedzenie obroni się samo

Nie ukrywam, że idąc do Menu Motto, miałem wysokie oczekiwania. Nie tylko dlatego, że gotuje tutaj Master Chef, ale również dlatego, że wrocławska gastronomia w ostatnim czasie poszybowała gwałtownie w górę i coraz trudniej jest pokazać kuchnię na wysokim poziomie. Na szczęście Menu Motto jest miejscem, które ten pułap dumnie podnosi w górę. Wszystkie spróbowane przeze mnie dania były znakomicie przyrządzone i pięknie podane, więc cieszyły zarówno oko, jak i kubki smakowe. W obecnej karcie znajdziemy 5 przystawek, 2 zupy, 5 dań głównych i 4 desery. Może wydawać się, że to mało, ale to zdecydowanie za dużo! Jednakże tylko dlatego, że wszystkie propozycje są tak zachęcające, że aż trudno się zdecydować. Ja jednak wypróbowałem pierożki z ogonami wołowymi, stek z antrykotu i dekonstrukcję sernika. Na zdjęciach znajdziecie również dania moich współbiesiadników, których zadowolenie było wcale nie mniejsze niż moje.

Veni, vidi, głodny nie byłem

Pierożki inspirowane japońskimi pierogami gyoza były absolutnie rewelacyjne. Doskonałe plastyczne ciasto z pełnym smaku mięsnym nadzieniem, słodkimi karmelizowanymi szalotkami i emulsją ze szczypiorku wprawiły mnie w zachwyt. Zdecydowanie ta przystawka to jest sztos! Moje danie główne, czyli stek z antrykotu z kością Tomahawk to zdecydowanie coś dla zadeklarowanych mięsożerców. Konkretna porcja soczystego mięsa podana na gorącym kamieniu (świetny sposób na samodzielne dobranie stopnia wysmażenia) spowodowała pobudzenie u mnie atawistycznych odruchów. Stek podany był z sympatyczną sałatką, fajnym i ostrym kimchi oraz domowego wyrobu masłem z palonym sianem, które cudownie podkreślało smak mięsa. Zwieńczeniem uczty była pomysłowa dekonstrukcja sernika podawana z figami i lodami hibiskusowymi. To był zdecydowanie przyjemny, nie za słodki  i lekki deser, który mimo wciągnięcia przeze mnie funta mięsa, pozwolił jeszcze jakimś cudem wstać od stołu. Następnym razem czaję się jednak na bezy z mango, marakują i wasabi, bo po spróbowaniu byłem w siódmym niebie. Inne propozycje warte uwagi to między innymi: soczysta pierś z kaczki z szarymi kluskami, dorsz z budyniem z białych warzyw, gulaszowa z gęsich żołądków, czy siekany tatar. Wegetarianie również znajdą tutaj kilka propozycji dla siebie: czeka na nich m.in. kalafior pieczony w papilocie, pierogi z dynią i ricottą, czy sałatka ze ślubowskim serem halloumi. Dodatkowo w kolejnych kartach ma się pojawić również więcej dań dla roślinożerców.

Bo mottem jest po prostu dobre jedzenie

Beata Śniechowska pokazała, że domeną Menu Motto jest dobra kuchnia. Tutaj każde danie jest dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Idealne kompozycja smakowe i elegancki, acz nienabzdyczony (jak to czasem bywa) sposób podania dopełnia ucztę dla zmysłów. Warto również dodać, że Menu Motto nie tylko kuchnia jest polska, bo od wejścia czuć również polską gościnność. Beata jest wspaniałą gospodynią w swojej restauracji. Mimo proszonej degustacji pozwoliła poczuć nam domową atmosferę, rozmawiała z nami o swojej kuchni oraz daniach i gotowała dla nas z sercem. To było czuć na talerzu! Mimo pełnego żołądka, od wyjścia z restauracji nie myślałem o niczym innym, jak o tym, kiedy odwiedzę to miejsce ponownie i jestem wręcz o tym przekonany, że stanie się to niebawem, bo zdecydowanie każde danie z karty jest warte spróbowania. Menu Motto to miejsce z dobrą kuchnią i klasą, które po prostu trzeba odwiedzić. Na koniec mogę jeszcze tylko powiedzieć, że tytuł Master Chefa z pewnością się Beacie należał, bo z takim poczuciem smaku oraz estetyki nie mógłby on zostać przyznany komukolwiek innemu. Wpadnijcie koniecznie!

*

Wnętrze restauracji Menu Motto.

Beata Śniechowska

Amuse bouche: golonka z kalerosse, ziemniakiem i crème fraîche.

Pierożki z ogonem wołowym, karmelizowanymi szalotkami i emulsją szczypiorkową.


Gulaszowa z gęsich żołądków, leśne grzyby i crème fraîche.


Dorsz z budyniem z białych warzyw, chips z kindziuka i marchewki.


Pierś z kaczki z szarymi kluskami, czerwoną kapustą i marynowaną gruszką.


Stek Tomahawk z antrykotu z kością.

Stek Tomahawk z antrykotu z kością, podawany z marynowanymi cebulkami, kim chi oraz masłem z palonym sianem.


Ciastko czekoladowe, mus z białej czekolady, słony kajmak.


Beza, mus z mango i marakui, wasabi.


Dekonstrukcja sernika z lodami z hibiskusem.




*

Menu Motto | ul. Hubska 54, Wrocław

Zainteresował Ciebie ten wpis? Zobacz również:

2 komentarze

  1. Ludzie, którzy mają taką pasję do tworzenia jedzenia jak Beata nie mogą karmić źle. Kocha to co robi to widać na talerzu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, Beata ma ogromną pasję i potrafi nią zarazić innych. Strasznie to fajne obserwować, jak spełnia swoje marzenia i oczarowuje innych swoją kuchnią 😊

      Usuń