Tarte flambée / Flammkuchen - Alzackie podpłomyki

czwartek, 11 maja 2017

Kiedy mieszkałem w Hiszpanii, wraz z moimi współlokatorami organizowaliśmy często w naszym mieszkaniu międzynarodowe kolacje. Wpadali wtedy znajomi z różnych krajów i każdy przynosił lub gotował na miejscu swoje ulubione dania z rodzinnego domu. Ja zazwyczaj lepiłem nasze poczciwe ruskie pierogi, na które wszyscy z wytęsknieniem czekali. Przez te kilka miesięcy ulepiłem ich tam chyba tyle, co przykładna polska gospodyni w sile wieku. Podczas jednego z takich wieczorów wpadł do nas dobry kolega ze Strasbourga i stwierdził, że czas nas zapoznać z chlubą alzackiej kuchni — tarte flambée, zwanymi również z niemieckiego Flammkuchen. Pamiętam, że obok pomme dauphine mojej francuskiej współlokatorki te podpłomyki stały się wtedy jednym z moich ulubionych dań kuchni kraju nad Loarą. Arthur, który nam je przyrządził, sam nawet ukwasił kilka dni wcześniej śmietanę, bo w lokalnych supermarketach brakowało crème fraîche, która jest do tego przepisu niezbędna. Za każdym razem, gdy sam piekę tarte flambée, wspominam z łezką w oku nasze wieczory i te boskie dania, których wspólnie nauczyliśmy się robić. Ale wracając do samych podpłomyków, bo historia ich powstania jest również ciekawa. Dawniej alzaccy piekarze, sprawdzając, czy piec był gotowy do pieczenia chleba, wkładali bardzo cienki kawałek ciasta i widząc tworzące się bąble powietrza, mogli stwierdzić, czy panująca wewnątrz temperatura jest odpowiednia. Z czasem zaczęli smarować je cienką warstwą crème fraîche, a później zapiekać z boczkiem i cebulą. I tak powstały bodajże najlepsze przekąski do kufla zimnego piwa!



*

SKŁADNIKI


Ciasto:
  • 300 g mąki pszennej
  • ½ łyżeczki soli
  • 25 g świeżych drożdży
  • 150 ml letniej wody
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
Dodatki:
  • 250 ml crème fraîche*
  • 200 g wędzonego surowego boczku
  • 1 duża biała cebula
  • czarny pieprz 


*

PRZYGOTOWANIE


Drożdże rozpuść w ciepłej (niegorącej wodzie) wraz z cukrem i 2 łyżkami mąki. Odstaw na 10 minut, aż drożdże się wzburzą. Mąkę wymieszaj wraz z solą, a następnie wlej gotowy zaczyn oraz oliwę. Zagnieć ciasto. Powinno być miękkie i elastyczne (jak na pizzę). Z zagniecionego ciasta uformuj kulę, polej ja oliwą i wstaw do miski, którą następnie przykryj ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na 1,5 h. Wyrośnięte ciasto podziel na 12-16 porcji, które bardzo cienko rozwałkowuj na blacie posypanym mąką. Ciasto powinno mieć grubość kartki papieru. Rozgrzej piekarnik na możliwe najwyższą temperaturę: u mnie 260ºC.

Boczek pokrój w kostkę, a cebulę w piórka. Każdy placek posmaruj 1 łyżką crème fraîche i posyp cebulą, boczkiem oraz pieprzem (można go również wymieszać od razu ze śmietaną). Kolejno wstawiaj na rozgrzaną blachę piekarnika i piecz 5-7 minut, aż wierzch się przypiecze i zaczną pojawiać się bąble powietrza. Pamiętaj, że im wyższa temperatura, tym czas pieczenia jest krótszy. Jeżeli posiadasz kamień do pizzy, to nie wahaj się  go użyć. Tarte flambée podajemy na ciepło na drewnianej desce z kuflem zimnego piwa.

*Przepis na domowe crème fraîche znajduje się tutaj. Jeśli jednak Twoja ochota na tarte flambée jest tak wielka, że nie wytrzymasz 24 godzin potrzebnych na ukwaszenie śmietany, to od biedy możesz wykorzystać naszą klasyczną śmietanę 18% i wkropić do niej kilka kropli soku z cytryny.

*



Zainteresował Ciebie ten wpis? Zobacz również:

4 komentarze

  1. Wyglądają świetnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. ślinka cieknie na sam widok... wyobrażam sobie ten smak i aromat, achhhh...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mniam ;) Wygląda bajecznie :)

    OdpowiedzUsuń