10 rzeczy, które każdy foodie musi zrobić w Madrycie

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Herbem Madrytu nie bez powodu jest niedźwiedź wspinający się na drzewo truskawkowe i wcinający owoce! W stolicy Hiszpanii jeść po prostu trzeba! Knajp, restauracji, czy barów podających tapas nie brakuje. Na każdej ulicy znajdziemy przynajmniej jeden (ale tylko jeśli jest to szczególnie krótka ulica, zwykle jest więcej), a kiedy zbliża się hora de cenar (pora kolacji) trudno znaleźć wolny stolik. Tutaj wszyscy kochają jeść. Dowodem na to są także cudnie zaopatrzone targi, które są nie tylko miejscem zakupów, ale przede wszystkim spotkań, a co za tym idzie jedzenia. Bo w Hiszpanii nie wypada do cañi de cerveza nie zamówić tapas. Swoją podróż po Madrycie rozpocząłem, jak na prawdziwego foodie przystało, od Chocolatería San Ginés, gdzie podają najsłynniejsze churros na świecie. Później przyszła pora na ruta de tapas po Mercado de San Miguel, zahaczając po drodze o Museo del Jamón. A tak naprawdę dzień się dopiero zaczął. Przez 2 bardzo intensywne doby w stolicy odwiedziłem mnóstwo pysznych miejsc, w których można zjeść dobrze i tanio, poznając jednocześnie tradycyjną hiszpańską kuchnię. Madryt jest nie tylko geograficznym origen de las carreteras radiales (punktem zerowym), ale także wspólnym mianownikiem hiszpańskiej kuchni, bo właśnie tutaj spotyka się ona w jednym miejscu. Żeby posmakować życia jak w Madrycie, wystarczy wejść na stronę ITAKI, zarezerwować wycieczkę, spakować dobry humor oraz mój subiektywny przewodnik i jeść i jeszcze raz jeść! :)

Ten napis zdecydowanie do mnie przemawia: Znacznie łatwiej jest zacząć dzień, wiedząc, że skończysz go z piwem.


1. Pójść na churros con chocolate do Chocolatería San Ginés.

Do Chocolatería San Ginés zawsze ustawiają się długie kolejki, ale obsługa działa na tyle sprawnie, że nie należy rezygnować na widok tłumów.

Być w Madrycie i nie zjeść chociaż raz (najlepiej każdego dnia) churros, to jak być w Paryżu i nie widzieć wieży Eiffla! Właściwie churros to był główny mój cel wycieczki do Madrytu (nie licząc może jamón, po które zawsze jadę do Hiszpanii, haha). Chocolatería San Ginés położona niedaleko Puerta del Sol to miejsce totalnie oldschoolowe. Zielone wnętrze z mnóstwem luster i fotografii hiszpańskich celebrities zajadających się smażonymi kawałkami parzonego ciasta z czekoladą to wizytówka Madrytu niczym pizza w Neapolu, Pastéis de Belém w Lizbonie, czy makaroniki w Paryżu. Ludzi zawsze tam pełno o każdej porze dnia (i nocy), ale sprawna obsługa sprawi, że nie będziemy tam długo czekać. Ludzie zazwyczaj jedzą churros, dopijają czekoladę i uciekają, aby nie przesiąknąć wszechobecnym zapachem tłuszczu. Kaloryczne churros na śniadanie to dobra wymówka przed długim spacerem po Madrycie, więc nie każ mi się przekonywać! A i niezależnie od Twoich możliwości weź najlepiej jedną porcję na dwie osoby, bo inaczej ich nie przejesz!

*

Chocolatería San Ginés || Pasadizo de San Gines, 5 Madrid
godziny otwarcia: czynne całą dobę




Wnętrze Chocolatería San Ginés do najpiękniejszych moim zdaniem nie należy, ale dzięki churros świetnie to nadrabiają.


Na churros do Chocolatería San Ginés zwyczajnie wypada przyjść. Świadczy o tym ściana ze słynnymi bywalcami.

Churros piecze się w formie gigantycznego ślimaka, a następnie tnie na kawałki. Po lewej: porcja dla jednej osoby.

2. Zjeść tapas na Mercado de San Miguel.


Mercado de San Miguel to chyba najważniejsza miejscówka dla każdego szanującego się foodie! Ponad stuletni targ, znajdujący się niedaleko Plaza Mayor to prawdziwa perełka. Znajdziemy tu wszystko od: warzywniaków, sklepów mięsnych i rybnych, po kawiarnie, bary z tapas, sklepy z pamiątkami i cukiernie. O targu nie ma, co więcej, opowiadać (popatrzcie tylko na zdjęcia!). Tutaj trzeba przyjść i jeść, jeść i jeszcze raz jeść! Chociaż jeśli jesteście głodni więcej historii z Mercado de San Miguel to zapraszam tutaj do posta z cyklu Targi świata.

*

Mercado de San Miguel || Plaza de San Miguel, s/n Madrid
godziny otwarcia: nd-śr, 10:00-24:00, czw-sb 10:00-2:00



Na Mercado de San Miguel zdecydowanie królują owoce morza.

Najlepszą paellę podają wprawdzie w Walencji, ale tu też można się skusić.

Kto zgłodniał na myśl o tej gigantycznej żabnicy? Haha.

Bakalava i kataifi - moja słabość.

Empanadas na 10 sposobów.

Na targu znajdziemy nie tylko hiszpańskie wypieki.

Nie brakuje tutaj też egzotycznych owoców.



3. Odwiedzić Museo del Jamón.


Jedni odwiedzają w Madrycie Museo Nacional del Prado, by rozkoszować się dziełami Velázqueza, Goyi, czy Picassa, a inni (czytaj ja) lecą do Museo del Jamón, żeby dostać ślinotoku przy wiszących wszędzie wieprzowych udźcach. Jako absolutny miłośnik sztuki (mięsa oczywiście) zalecam wizytę w jednym z 6 szynkowych muzeów. Zamówcie caña de cerveza (piwo), dowolne tapas z jamón serrano i zasiądźcie w lesie zwisających szynek!

*

Museo del Jamón || Calle Mayor, 7 Madrid (pozostałe lokalizacje na stronie muzeum)
godziny otwarcia: pn-czw 7:00-0:30, pt-so 7:00-1:00, nd 10:00-0:30


Czyż to nie najpiękniejsza witryna sklepowa?
  
Yes, we ham, every day!

Las z jamónes w Museo del Jamón.


4. Zrobić zakupy w Mercado de San Antón.


Mercado de San Antón to targ położony w mojej ulubionej dzielnicy Chueca, znanej z hipsterskich sklepów, butików i jeszcze paru innych rzeczy, o których możecie przeczytać w Internecie. Targ ten jest nieco bardziej ekskluzywny od Mercado de San Miguel i co mnie najbardziej się podoba: nieprzepełniony aż tak turystami. Można znaleźć tutaj ciszę i spokojnie zajadać się tapas. Na parterze znajdziemy tradycyjne stoiska z mięsem, rybami, warzywami, owocami, przyprawami, słodyczami i kuchniami świata. Pierwsze piętro to zaś restauracje i bary. Oprócz tego mamy tutaj ładny taras z restauracją La cocina de San Antón i sklep spożywczy na poziomie -1. Warte uwagi jest również stoisko z ręcznie przygotowywanymi naturalnymi lodami Lolos. Więcej o targu możecie przeczytać tutaj.

*

Mercado de San Antón || Calle Augusto Figueroa, 24 Madrid
godziny otwarcia: pn-nd 10:00-24:00

W Mercado de San Antón można znaleźć "tapas" z całego świata.

Membrillo - galaretka z pigwy z serem to moje odkrycie tego wyjazdu!

Wszystkiego trzeba spróbować!

Na pimientos de padrón zdecydowanie warto się skusić.



Czemu u nas nie ma takich sklepów rybnych? ;(



Mam słabość do łakoci.

I jak tu się zdecydować?!

Lolo to fajne lody, zrobione w 100 % z owoców i naturalnych składników.


5. Pójść do Celicioso na hipsterskie bezglutenowe ciacho.


Żeby nie było, że w Madrycie można jeść tylko ociekające tłuszczem churros, to teraz poudajemy, że jesteśmy fit i dbamy o linię! Celicioso, to hipsteriada pełną gębą. Lada z bezglutenowymi ciachami wprawi w osłupienie każdego łasucha. Już kij z tym że większość zawiera pewnie cukier, ale są bez gluta! Czy to nie wystarczy, żeby być fit? Haha. Nie zależnie od tego, czy kwalifikujemy się do grona hipsterów, czy nie, to w Celicioso mają naprawdę świetne ciasta. Robią też kawy, śniadania, owocowe bowle i wyciskają zumos (soki). Idealne miejsce na przerwę w zwiedzaniu! Ania Lewandowska powiedziałaby approved!

*

Celicioso Gluten Free Bakery || Calle Barquillo, 19 Madrid (pozostałe lokalizacje na stronie)
godziny otwarcia: pn-nd 9:00-22:00

Przy tej lodówce w Celicioso spędziłem ponad kwadrans...

i wybrałem serniczek. Ale warto było! Lepszy niż niejeden glutenowy. ;)

6. Pójść na dobrą kawę, np. do federal café.


W Hiszpanii, jak i we wszystkich południowych krajach (prawie) wszędzie podają dobrą kawę. Ale jeśli znudzi się nam klasyczne espresso, czy hipersłodkie café bombón z mlekiem skondensowanym, albo po prostu bez alternatyw żyć nie możecie, to warto zajrzeć do słynnej federal café o australijskim rodowodzie. Fajne designerskie wnętrze, świetne siedzisko w wielkim oknie z widokiem na cichy i spokojny plac, dobre ciacha i świetna kawa (polecam szczególnie café con hielo) to idealne miejsce, aby odpocząć po zwiedzaniu pobliskiego Mercado de San Miguel.

*

federal café || Plaza de las Comendadoras, 9 Madrid
godziny otwarcia: pn-czw 9:00-24:00, pt-so 9:00-1:00, nd 09:00-17:00

W federal café oprócz kawy mają fajny wybór ciast.

7. Zrobić sobie nadbagaż kupując turron w Torrons Vieens.


Jeśli nie należycie do grupy, która ze słodyczy wybiera boczek, to musicie odwiedzić prawdziwy Disneyland wśród słodyczy! Katalońska firma, działająca nieprzerwanie od 1775 roku tworzy cuda z nugatu, czyli turrón — klasyki wśród hiszpańskich słodyczy. Torrons Vieens ma ok. 30 sklepów na świecie, w tym 2 w Madrycie. Ten znajdujący się na Calle Mayor zdecydowanie musicie odwiedzić. Nie dość, że turrón jest robione tam na miejscu, to znajdziecie chyba ze 100 rodzajów tego cuksa z różnymi dodatkami (w tym wersje bez cukru), ręcznie wyrabiane czekolady i cukierki. Jeżeli chcecie komuś kupić souvenir z podróży, to Torrons Vieens będzie jak znalazł. Tylko żeby nie było, że nie ostrzegałem — trudno poprzestać na jednym!

*

Torrons Vieens || Calle Mayor, 41 Madrid

Aż się prosi, żeby ułamać kawałek. :D



Nugat bez cukru. Dobra przekonaliście mnie, biorę 10 (z czego 5 zjem pewnie w samolocie). 

8. Wypić Don Simona na Templo de Debod.



Za Wikipedią: Templo de Debod to starożytna egipska świątynia z II wieku p.n.e. podarowana przez Egipt Hiszpanii za pomoc udzieloną przez rząd hiszpański przy ocalaniu świątyń w Nubii. Parque de la Montaña, który ją otacza to wspaniałe miejsce na relaks podczas zwiedzania, czy na bifora przed imprezą. Wokół wszędzie ludzi w każdym wieku, w tym ulicznych grajków, którzy nadają niepowtarzalny klimat. Wystarczy usiąść z butelką Don Simona (z sangríą), zabrać przekąski, najlepiej jakieś queso oraz jamón i obserwować piękny widok na Madryt (ze wzgórza widać m.in. Palacio Real). Pamiętajcie tylko, że w okolicy trudno o sklepy, dlatego najlepiej zaopatrzyć się już wcześniej, najlepiej na pobliskiej Gran Vía.

*

Zachód słońca na Templo de Debod zdecydowanie trzeba zobaczyć.

Palacio Real z tej perspektywy zdecydowanie prezentuje się najlepiej.

Sponsorem tej imprezy byli: Don Simon, queso fuerte i jamón!

9. Zjeść tostada con tomate na śniadanie.

Dobra, to można zrobić w każdej hiszpańskiej knajpie. Ale tostada con tomate, to chyba najlepsze hiszpańskie śniadania (zaraz po churros). Nie mam pojęcia, co jest w tych hiszpańskich pomidorach, ale jakbym się nie starał, tak w Polsce te grzanki nigdy tak nie smakują! Dlatego o poranku nie wybrzydzajcie, tylko wpadnijcie do baru pod domem i zamówcie po prostu kawę z grzankami!

*

Po lewej: ensalada rusa, czyli prawie nasza sałatka warzywna. Po prawej: najlepsza tostada con tomate za 1 €.

10. Zjeść w pierwszej lepszej knajpie menú del día.

Nie wiem, w czym tkwi fenomen hiszpańskich restauracji, ale za ok. 10 € w porze obiadowej można zjeść fantastyczny posiłek prawie wszędzie. Primero plato, segundo plato, postre y bebida — todo incluido (2 dania, deser i napój, wszystko w cenie). O ile na kolację zawsze staram się wybierać bardziej chulo (fajne) miejscówki, to porządny obiad można zjeść praktycznie w każdej hiszpańskiej restauracji!

*

Nie wygląda, a smakuje rewelacyjnie: andaluzyjskie gazpacho i kawowy flan. Obrus z papieru w Hiszpanii  to klasyka!

Zainteresował Ciebie ten wpis? Zobacz również:

2 komentarze

  1. na chwile przeniosłam się do słonecznej Andaluzji i przypomniałam sobie smak churrosów z baru za rogiem... Jamonu i turronu też bym nie odmówiła. Ech, i flan, i gambasy, i gazpacho... i jakimś dobrym vino tinto popiłabym jeszcze;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach! Za Andaluzją to i ja tęsknię! I za tym wszystkim, co napisałaś również. Madryt jest fajny ale nie ma to jak południe Hiszpanii 😁

      Usuń