10 rzeczy, które każdy foodie musi zrobić w Neapolu

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Va fa Napoli! Mawiał Joey Tribbiani, koneser pizzy, w popularnym serialu Przyjaciele. Oczywiście miało to charakter obelgi, jednak ja mówię grzeczniej „jedź do Neapolu!” i nie pytaj dlaczego! Bo do stolicy Kampanii każdy szanujący się pizzożerca pojechać musi! I właściwie nie wiem, od czego zacząć, bo powodów jest całe mnóstwo. To, że Neapol to stolica neapolitany, to wie każdy. To, że gdzieś w oddali dymi się Wezuwiusz i wypadałoby zajrzeć do krateru też. Ale cała reszta była mi w sumie obca. Do Neapolu pojechałem w jednym celu — zjeść tyle pizzy w ciągu 72 godzin, ile to tylko możliwe. Jednak po przejściu się Via Toledo — głównym deptakiem miasta stwierdziłem, że powodów jest znacznie więcej i że do powrotnego samolotu mnie nie wpuszczą przez wniesiony nadbagaż, albo każą zapłacić za dodatkowe miejsce... No cóż, raz się żyje, a skoro sam Goethe mawiał: Vedi Napoli e poi muori (zobaczyć Neapol i umrzeć) nic do stracenia nie miałem. Tylko chyba poeta miał na myśli raczej architekturę, ja śmierć z przejedzenia lub zawał (choćby od samego patrzenia) na wodospady oleju złowieszczo chlupiącego w każdej napotkanej restauracji...

Po wyjściu z samolotu pierwsze, co nas przywita to widok na Wezuwiusz.

Ulice Neapolu o poranku.

Neapol (wbrew pozorom) to nie tylko jedzenie, to również piękne, choć zaniedbane, miasto o niesamowitej architekturze. Z jednej strony mamy piękne budowle, rewelacyjne pizzerie i trattorie, a z drugiej wszechobecny brud, śmieci na ulicach i wiszące pranie. To wszystko tworzy wybuchową mieszankę. Panująca w mieście atmosfera jest gorąca niczym wulkan, a życie toczy się na ulicach. Jest gwarnie i wszędzie pełno. Będąc tam w styczniu, poza sezonem, wąskie uliczki pękały w szwach. Miałem wrażenie, jakby wszyscy neapolitańczycy wyszli w tym samym momencie. Mimo setek kawiarni i restauracji w żadnej nie było pusto, a do większości trzeba było stać w kolejce. Trudno mi jest aż sobie wyobrazić, co tutaj musi dziać się latem. Jednak skupmy się na tym, co w Neapolu każdy szanujący się foodie zrobić musi!

Okolice Portu w Neapolu.

Widok na Wezuwiusz z portu w Neapolu.

Port w Neapolu.

1. Zjeść pizzę! A najlepiej kilka... bo królowa jest tylko jedna!


Oczywiście neapolitańska królowa jest tylko jedna i ma na imię Margherita. Wstęp historyczny sobie podaruję, ale sama nazwa (dla niewtajemniczonych) pochodzi od żony króla Umberto di Savoia  Margherity Marii Teresy Giovanny di Savoia i została upieczona na jej cześć po raz pierwszy właśnie w Neapolu. Reszta opowieści nas nie interesuje, bo to tylko sposób na ominięcie głównego tematu — jedzenia. Co do pizzy, to można się o jeden placek potknąć na ulicy, a o drugi zahaczyć brodą, upadając. Będąc w Neapolu, możecie być pewni jednego! Nie ważne, gdzie staniecie, do najbliższej pizzerii będzie was dzieliło maksymalnie 50 metrów. GPS chyba nie kłamie. Czyż to nie brzmi jak mokry sen każdego miłośnika glutenu? Jednak wszechobecność pizzerii wcale nie oznacza, że nie będziecie musieli stać w długich kolejkach, żeby jej spróbować. Otóż w Neapolu myśli się tylko o jednym: roztopionej mozzarelli (obowiązkowo di bufalla) na rozgniecionych pomidorach San Marzano wprost ze zboczy Wezuwiusza serwowanych na cienkim niczym kartka papieru, często zwęglonym placku. Polacy wtedy łapią się za głowę i zastanawiają się, czy kucharz  nie napił się za dużo limoncello (cytrynowej nalewki), a Włosi rzucają gromkie bravissimo i zabierają się za pałaszowanie pizzy sztućcami (nie da się jej jeść rękoma). O pizzy i najlepszych neapolitańskich pizzeriach powiem Wam nieco więcej w kolejnym poście: Gdzie zjeść pizzę w Neapolu?

Najlepsza (moim zdaniem) margherita w L'Antica Pizzeria da Michele.

Pizzę w Neapolu sprzedaje się również jako uliczną przekąskę, składa się ją w trójkąt i owija w papier. Dla jednych profanacja, dla innych świetna przekąska!

2. Zamówić tutto fritto!


Mieszkając w Hiszpanii, nie mogłem się nadziwić, jak oni mogą z każdego najzdrowszego warzywa zrobić kaloryczną bombę smażoną na głębokim oleju. Otóż neapolitańczykom ten zwyczaj tak się spodobał, że nie tylko jedną z dzielnic nazwali na ich cześć Quartieri Spagnoli (oczywiście pochodzenie tej nazwy jest zgoła inne), ale postanowili też, że smażenie w bulgoczącym oleju stanie się ich główną domeną. Oliwy do ognia dodała pewnie też obecność Wezuwiusza i gorąca atmosfera panująca na ulicach. W Neapolu smaży się wszystko: od owoców morza i warzyw, które sprzedaje się w papierowych tutkach po pączki i o zgrozo — pizzę! Tak, tak,  proszę nie przecierać wyświetlaczy, pizza fritta to jeden z największych koszmarów, na który nie starczyło mi odwagi... (Kardiolodzy i dietetycy niech teraz zamkną na chwilę oczy). Ciasto na pizzę wraz z dodatkami składa się na pół i wrzuca na wesoło chlupoczący olej, który pokrywa ją ochoczo tłuszczem. Powstaje z tego olbrzymi bąblisty pieróg, który jeszcze ciepły ląduje na talerzu. Jednak pomijając ten włoski wybryk kulinarny, gorąco zachęcam do spróbowania świeżych smażonych owoców morza. Te w Pescheria Azzurra są tak dobre i świeże, że będziecie wołać o dokładkę. Rożek z tutto fritto kosztuje tylko 5 €.

Tutto fritto, czyli wybór świeżych owoców morza smażonych na głębokim oleju w Pescheria Azzurra. Lepszych nie znajdziecie w całym Neapolu.

Koszmar dietetyków - pizza fritta z Pizzeria Di Matteo.

3. Wejść do kawiarni i krzyknąć: sfogliatelle, cannoli, graffa e baba, per favore!


To cztery włoskie słowa, których musicie się nauczyć przed wyjazdem! (Zaraz po buongiorno per favore, żeby jednak wyjść na cywilizowanych ludzi). Najlepiej użyć wszystkie na raz — to oszczędzi Wam dużo czasu na podjęcie wyboru. Każde z tych słów oznacza inną cudowną słodką rozpustę. Zaczniemy od sfogliatelle, bo bądź co bądź to największa chluba Neapolu. Sfogliatella to słynne ciasto z farszem z semoliny, ricotty i kandyzowanej pomarańczowej oplecione listkującym się ciastem — riccia lub otulone kruFchym płaszczykiem — frolle. Jak każdy szanujący się neapolitańczyk musicie zamówić ją do kawy na śniadanie. Drugie ważne słowo to cannoli. Kryją się pod nim chrupiące rurki, przypominające nasze faworki z nadzieniem (zwykle z sera ricotta). W oryginale pochodzą z Sycylii, jednak w Neapolu są równie mocno popularne. Trzecie słowo to graffa, oznaczające cieplutkiego pączka posypanego cukrem, cudownie szeleszczącego pod zębami. Nasze czwarte słówko — baba, nie powinno stwarzać Wam problemów, bo podobnego wyrażenia używamy dla polskiego ciasta. Jednak włoska baba to jej niegrzeczna siostra nasączona obficie limoncello, rumem lub cukrowym syropem. Podaje się ją często z bitą śmietaną i owocami lub w formie rozpustnego deseru z kremem waniliowym, czy czekoladowym.
PS. O tym jak przygotować domowe sfogliatelle, możecie przeczytać tutaj.

Sfogliatella riccia - typowy neapolitański wypiek z nadzieniem z semoliny i riccoty.

Ten czerwony dywan do mnie przemówił. W Sfogliate na Via San Gregorio Armeno mają naprawdę świetne neapolitańskie wypieki.

Sfogliatelli się nie odmawia!

Pączek graffa i deser z babą nasączoną w rumie i podaną z kremem waniliowym - niebo w gębie!

Typowe neapolitańskie słodycze: sfogliatelle, cannoli i baby w Cuori di Sfogliatella.

Z baby tu nawet Wezuwiusza zrobia.

Czaderskie torty w meksykańskim stylu.

4. Pójść na lody. Najlepiej do Gay-Odin.


Pozostając w temacie cukru: Włochy nie bez powodu uważa się za ojczyznę lodów. Najlepsze gelati jadłem do tej pory w Rzymie. W Neapolu jednak szybko znalazłem swoją ulubioną lodziarnię o jakże uroczej nazwie Gay-Odin (wbrew pozorom to nie gejowski klub). Założona przez Isidoro Odina czekoladziarnia serwuje jedne z najpyszniejszych lodów, jakie było mi dane spróbować. Cukiernię nietrudno będzie Wam ją znaleźć, bo w samym Neapolu mają aż 9 lokali. Koniecznie spróbujcie tam lodów pistacjowych oraz czekoladowych, są wprost nieziemskie, gęste i cudownie kremowe. W ciągu krótkiego weekendu byłem u nich 3 razy. Za każdym w innej lokalizacji. W końcu trzeba było sprawdzić, czy wszedzie smakują tak samo dobrze! :D


Lodów w Gay-Odin trzeba spróbować. Są po prostu boskie!

Czekoladziarnia Gay-Odin.

5. Poczuć włoski temperament w lokalnej trattorii.


Neapol to wbrew pozorom nie tylko pizza! Restauracji serwujące inne włoskie dania nie brakuje. Ze względu na dość napięty grafik udało mi się odwiedzić tylko jedną — Trattoria Da Nennella. Kuchnia tutaj jest prawdziwie włoska i oszczędna. Sama restauracja przypomina trochę bar mleczny: obrusy z ceraty, 2 ogromne misy z parmezanem, przechodzące od stolika do stolika i dość niechlujnie podane dania. Ale ma to swój urok. Obiady są domowe i wyglądają jak spod ręki włoskiej nonny. Na talerzach króluje pasta, nie dodatki. Do tego wszechobecna gorąca wrzawa i energiczni, głośni kelnerzy, którzy przekrzykują się nawzajem. Prawdziwie włoski temperament! Koszt jednego dania to 6 €, zaś za całe dwudaniowe menu z przystawką i deserem (owoc) zapłacimy 15 €.


Trattoria Da Nennella.

Domowe makarony w Trattoria Da Nennella.

6. Wybrać się na uliczny targ.


W sumie cały Neapol wygląda jak jeden gigantyczny targ. Tutaj życie toczy się na ulicach. Sprzedawcy ryb mają swoje stoiska obok sklepów z ubraniami i nikogo to nie dziwi. O poranku na ulicach czuć zapach morza, a wszędobylskie stragany na ciasnych uliczkach wprost uginają się od świeżych warzyw i owoców. Najwięcej sklepów rybnych znajdziecie na Via Portamedina i Via Pignasecca, którą wieńczy Piazza Pignasecca wraz ze słynną Pescheria Azzurra z tak cudownym wyborem owoców morza, że aż ma się ochotę kupić wszystko i gotować.

Targ warzywny na Piazza Pignasecca.

Targ rybny na Piazza Pignasecca.

Pescheria Azzurra - najlepszy sklep z rybami i owocami w mieście.

Pescheria Azzurra - najlepszy sklep z rybami i owocami w mieście.

Pescheria Azzurra - najlepszy sklep z rybami i owocami w mieście.

Pescheria Azzurra - najlepszy sklep z rybami i owocami w mieście.

Pescheria Azzurra - najlepszy sklep z rybami i owocami w mieście.

Targ rybny na Via Portamedina.


Oprócz targów rybnych warto wybrać się również na Via San Gregorio Armeno, zwaną Via Dei Presepi (Ulicą Szopek), poza małymi restauracjami znajdziemy tam przede wszystkim rzemieślników kultywujących tradycje kultury partenopejskiej. Na pobliskiej Via San Biagio dei Libra odnaleźć można liczne antykwariaty i sklepy z antykami, zaś na Via dei Tribunali najlepsze pizzerie i sklepy z żywnością.

Jedne ze słynnych szopek na Via Dei Presepi.

Podczas mojego pobytu w Neapolu odbywały się liczne procesje na ulicach. Bębniarze dumnie grali, a sztandar wesoło podskakiwał i kładł się nad sklepowymi wystawami.

Podczas mojego pobytu w Neapolu odbywały się liczne procesje na ulicach. 

7. Skusić się na flaczki w Tripperii.


Jeżeli flaczki to Wasz koszmar z dzieciństwa, to zdecydowanie nie polecam Wam tego miejsca. W okolicach Piazza Bellini i na Via Pignasecca można znaleźć liczne Tripperie, serwujące flaczki. Między innymi Trattoria Le Zendraglie. Ponoć zazwyczaj serwuje się je sauté z cytryną oraz solą. Mnie jednak witryna z podrobami skutecznie odstraszyła. Zrobiłem tylko zdjęcie i uciekłem, ale może znajdą się odważni?

Trattoria Le Zendraglie, czyli słynna Tripperia.

Kto się odważy spróbować?

8. Napić się z miejscowymi na Piazza Bellini.


Tę miejscówkę, położoną niedaleko stacji Metra Dante, polecił mi nasz host. To właśnie tutaj wieczorami (szczególnie w weekendy) można spotkać tłumy młodych neapolitańczyków. Old-schoolowy klimat panujący pod pomnikiem Vincenza Bellini jest niesamowity. Wszędzie słychać gwar. W pobliskich knajpkach można kupić alkohol za bezcen, usiąść na chodniku lub wtopić się w tłum. Jeśli picie w plenerze nie uwłacza Twojej godności, odwiedź to miejsce koniecznie!


Piazza Dante. W okolicy znajduje się mnóstwo antykwariatów oraz Piazza Bellini.

Piazza Bellini - za dnia to spojony plac z kafejkami, zaś w nocy tętni życiem.

9. Pobłądzić po uliczkach Quartieri Spagnoli.


Quartieri Spagnoli to chyba najbardziej urokliwa część Neapolu. Znajdująca się po lewej stronie od głównego deptaku Via Toledo i położona częściowo na wzgórzu Vomer Dzielnica Hiszpańska to miejsce, które z jednej strony budzi niepokój, a z drugiej fascynuje. Quartieri Spagnoli cieszy się dość niechlubną opinią, głównie przez panującą tam biedę, brud i silne wpływy Camorry. Dzielnica powstała w XVI wieku w celu ulokowania hiszpańskich garnizonów, jednak z czasem stała się najbiedniejszą częścią miasta o wysokiej przestępczości. Wędrując po wzgórzu Vomer w stronę zamku Sant'Elmo roztaczają się niesamowite widoki, m.in. na Wezuwiusz. Warto tam się wybrać chwilę przed zachodem słońca. Wszędobylskie wiszące pranie, liczne kapliczki i zaniedbane kamienice tworzą niepowtarzalny klimat. Wśród uliczek położonych bliżej Via Toledo można znaleźć liczne restauracje, jednak podążając w górę, spotkamy mieszkających tam neapolitańczyków. Warto również przejść się uliczkami w pobliżu stacji Montesanto i zobaczyć, jak żyje lokalna społeczność. Maryjki, suszarki na pranie, bawiące się dzieci i gotujące w oknach na poziomie ulicy włoskie nonny żyją w idealnej symbiozie.


Ulice Quartieri Spagnoli.

Ulice Quartieri Spagnoli. Po lewej widok na zamek Sant'Elmo.

Widok na Wezuwiusz ze wzgórza Vomer.


Widok na Wezuwiusz ze wzgórza Vomer.

Suszarki na ulicach nie przestaną mnie bawić.

Matka Boska Piorąca, jak powiedziała to Iga. Sfery sacrum i profanum w Neapolu są jednością.

Zauek w pobliżu Via San Gregorio Armeno.

Okolice stacji Montesanto.

10. Spalić wszystkie zjedzone pizze i sfogliatelle, wchodząc na Wezuwiusz.


Wysiadając z samolotu, będzie on prawdopodobnie pierwszą rzeczą, jaką zobaczysz i jeśli tak, jak ja, zjadłeś te wszystkie wymienione rzeczy i boisz się opłaty za nadbagaż, to mam dla Ciebie dobrą i złą wiadomość. Zła jest taka, że trzeba to wszystko teraz spalić. Dobra, że czekają Cię niezłe widoki. Ogólnie na Wezuwiusz można też wjechać autobusem (bilet w obie strony kosztuje 10 €), ale uważam, że tak piękną i łatwą (choć dość długą) trasę warto pokonać pieszo (oczywiście, jeśli nie ma upału). Spacer w jedną stronę ze stacji Torre del Greco zajmie to około 3,5 h. Sam krater nie robi piorunującego wrażenia, ale zdecydowanie warto to zobaczyć. Bilet wstępu na wejście na szczyt to koszt 10 €. Pod Wezuwiusz dojedziemy liną Circumvesuviana z dworca Stazione di Napoli Garibaldi.


Widok z parku narodowego u zboczu Wezuwiusza.

Krater Wezuwiusza z bliska taki straszny się nie wydaje...

ale jakieś wyziewy pary wodnej ciągle tam widać.

Schodząc z góry, koniecznie trzeba się wybrać do Herakulanum (wł. Ercolano). To starożytne miasto zniszczone podczas wybuchu Wezuwiusza, jednak znacznie lepiej zachowane niż Pompeje. Głównie przez to, że zostało zalane błotem wulkanicznym i nie spłonęło. Samo nowożytne miasteczko również posiada kilka urokliwych zakątków, więc można tu spędzić miłe popołudnie.


Ruiny Herakulanum.

Ercolano to urocze miasteczko. Warto przespacerować się jego uliczakmi.

Urokliwe uliczki w Ercolano o zachodzie słońca.

Zainteresował Ciebie ten wpis? Zobacz również:

0 komentarze