OKO na Wrocław

sobota, 17 września 2016

Czy zadaliście sobie kiedyś pytanie: co nadaje unikalności każdej z miejskiej tkanek? Czy są to głównie ludzie? A może splecione w jednej tkaninie nitki historii? Albo znacznie coś więcej? Na to pytanie postanowił sobie odpowiedzieć magazyn USTA, organizując wspólnie z siecią PURO hotels cykl imprez „OKO na...”.


JEDNYM OKIEM

Wydaje się, że jako rodowity wrocławianin powinienem znać własne miasto na wylot. W końcu przemierzam jego ulice od ponad ćwierć wieku, znam wiele tajemniczych zakątków i miejsc, których nie ma w turystycznych przewodnikach, mimo że są warte zobaczenia. A jednak każdego tygodnia coś mnie w nim zaskakuje. Jedno oko wędruje mimowolnie w inną stronę i spostrzega coś dotąd nieznanego. Czasami jest to stara kamienica, wzdłuż której codziennie śpiesznie przechodzę, a jednak nigdy nie zauważam jej piękna, aż do dnia, w którym jej sztukateria zapiera mi dech w piersiach. Innym razem jest to nowa restauracja, która postanawia wkraść się w moje gusta swoim pieczołowicie dopracowanym daniem. A niekiedy bywa to coś znacznie prostszego, jak choćby uliczny grajek, wygrywający na harmonii kolejne nuty J'y suis jamais allé Yanna Tiersena, które zawsze rozgrzewają moje serce, nawet w najmroźniejszy poranek w środku zimy. Bywają jednak dni, podczas których zaskakuje mnie coś więcej... Sobota 10 września 2016 roku była właśnie jednym z nich. 

Stoisko magazynu USTA

OKO NA SZTUKĘ

Na OKO na Wrocław wybrałem się z głupia frant, ot, aby spędzić niezaplanowane wcześniej sobotnie popołudnie, nacieszyć się słońcem w miejskim ogrodzie vel. oazie spokoju, jaką jest zieleń przy hotelu PURO i zwyczaje zobaczyć, jak redakcja magazynu, który zajmuje na mojej półce honorowe miejsce, widzi moje miasto. I cóż, ich świeże spojrzenie pozwoliło dostrzec miejski genotyp całkiem sprawnie. Nie zabrakło rzemieślników i artystów, którzy tworzą nasz niepowtarzalny miejski klimat, w tym wielu, o których wcześniej nie słyszałem. Szczególnie mocno poruszył mnie projekt Natura Rzeczy. Mikroklimat zamknięty w żarówce i ich piękne rośliny obudziły we mnie duszę ogrodnika. (A warto zaznaczyć, że do uprawy roślin mi daleko — w moich doniczkach usychają nawet kaktusy). Po krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że ich concept store znajdujący się na wrocławskim Nadodrzu to mekka wszystkich ceniących sobie dobry polski dizajn, który sięga do naszych korzeni i pokazuje to, co dobre z natury. Na Jagiellończyka 24 jeszcze nie byłem, ale to z pewnością jedno z miejsc, które niebawem odwiedzę. Będąc przy temacie dizajnu, wprost nie mógłbym nie wspomnieć o Barbarze Śnieguli, której ceramiczne kubki z kopytami totalnie mnie oczarowały. Jeśli szukacie oryginalnego i jedynego w swoim rodzaju pomysłu na prezent lub chcecie odbyć kurs rzeźbienia w glinie, to koniecznie odwiedźcie pracownię NADO na pl. Świętego Macieja. W oko wpadły mi również skórzane etui marki HUGBAG. Dwójka założycieli — Radek i Radek, pokazują, że niemal zapomniany zawód kaletnictwa ma świetlaną przyszłość. Cudowne w dotyku, pięknie wykonane z dbałością o szczegóły i szlachetne wyroby proszą się, aby je nosić. Wręcz mam ochotę kupić iPada, ale tylko po to, żeby móc go włożyć od etui od HUGBAG. Ogromne moje uznanie zdobyła również wyjątkowa ceramika z ÅOOMI — myślę, że niebawem pojawi się ona na moich fotografiach. 


Rośliny zaklęte we szkle od Natura Rzeczy

Pracownia ceramiki NADO Barbara Śniegula

Skórzane rękodzieło od HUGBAG

Ceramika od ÅOOMI i mydła od Purite

OKO NA JEDZENIE

Oczy nacieszone, to czas nacieszyć również usta. O dostęp do kofeiny i najlepszego Cold Brew w mieście zadbała niezastąpiona ekipa ETNO CAFÉ (dziękuję za kawę, która postawiła mnie na nogi!). Nie zabrakło również znakomitego pieczywa od Charlotte i świeżych warzyw z Milejowego Pola. Jednak tym, co najbardziej zdobyło moje serce jest cukiernia NANAN. Jeśli śledzicie mnie na Snapchacie lub na Instagramie, to wiecie, że żadna moja wizyta w Warszawie nie może się odbyć bez zwieńczenia jej w DESEO lub Odette. No i w końcu myślę, że na ten sam poziom haut pâtisserie będę mógł liczyć w moim mieście. NANAN, z wypiekami na twarzy czekam na otwarcie! 

Pieczywo i wyroby od Charlotte

Pieczywo i wyroby od Charlotte

Warzywa z Milejowego Pola

Łakocie od NANAN

OCZY SZEROKO OTWARTE

Na tym moja lista odkryć się kończy. Rzuciłem OKO na Wrocław pod nieco innym kątem i zobaczyłem cudowne projekty warte uwagi. Pozostaje jednak ciągle mieć oczy szeroko otwarte i bacznie obserwować, co i kto tworzy nasze miasta. Każdego dnia można ujrzeć coś nowego.



*

A co tworzy niepowtarzalny genotyp Waszych miast? Pochwalcie się w komentarzach!

Zainteresował Ciebie ten wpis? Zobacz również:

8 komentarze

  1. strefa jeeedzenia <3 :D same pyszności mi się rzuciły w oczy! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, trudno było przejść obok nich obojętnie ;)

      Usuń
  2. Wspaniałe zdjęcia ! Wrocław chcę odwiedzić już od dawna, ale przemierzyć całą Polskę wcale nie jest tak łatwo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni to rozumiem ale myślę, że jest absolutnie warto ;)

      Usuń
  3. łakocie od nanan wygląda bosko! będzie trzeba wybrać się do warszawawy, chyba że otworzą u Ciebie w mieście, bo zdecydowanie uwielbiam Wrocław;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? :D A Nanan otwiera się właśnie we Wrocławiu. ;)

      Usuń
  4. Za to pokochałam Wrocław, że tyle się tu dzieje i jest w czym wybierać! Szkoda, że nie wiedziałam o tej inicjatywie, bo mieszkam prawie zaraz obok, a chętnie bym wpadła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Też za to lubię moje miasto :) I masz czego żałować, ale zawsze można wpaść w progi samych twórców ;)

      Usuń